Camila Warner
Znana, jako Cami lub plotkara, czysto krwista czarownica pochodząca z bardzo znanej rodziny arystokratów, zamieszkujących starą willę na obrzeżach Londynu. Urodzona dokładnie drugiego marca siedemnaście lat temu. Wychowana przez zadufanych w sobie rodziców, stała się niemal ich odbiciem. Dumna posiadaczka dwunastocalowej, bukowej różdżki z włóknem ze smoczego serca. Uczennica z domu węża, mieszkająca wraz z upierdliwą współlokatorką.Właścicielka małego królika zwanego ,,Pluszak". Uwielbia OPCM oraz eliksiry. Całkiem nieźle lata na miotle. Przepełniona nienawiścią do mugolaków, tolerująca osoby półkrwi.
Zapraszam do wątków. Resztę uzupełnię wkrótce, jednak od dłuższego czasu byłam goniona przez pewną czarownicę (bez urazy słońce XD). Wątki długie, średnie..krótkie w sumie też ale te mnie często nudzą. Wolę zaczynać niż wymyślać.

[Tak, wiem, że jestem czarownicą. <3 Cześć, cześć. Zaczynasz wątek. Kocham Cię. <3 Co do powiązań to się pewnie nienawidzą, bo Sharley jest mugoaczką. Powodzenia :*]
OdpowiedzUsuń[Ślicznego króliczka ma! Poza tym, witam serdecznie i zapraszam do wątku z Rodią, na który ja zupełnie pomysłów nie mam, soł sad :<]
OdpowiedzUsuńRodion
[To ja się witam i zapraszam może do jakiegoś wątku? :)]
OdpowiedzUsuńSharley zawsze należała do grupy osób, które pewnego zachowania nie tolerują. Twardo stąpała po ziemi i nigdy nie pozwalała innym na niestosowne traktowanie. Pewna siebie, zawsze musiała postawić na swoim i nigdy się nie poddawała. Śmiało broniła swoich poglądów i przekonań. Walczyła uparcie do samego końca. I nigdy nie pozwalała na to, aby ktoś inny nią pomiatał.
OdpowiedzUsuńPrzygryzła swoją bladosiną wargę, starając się uspokoić. Ani trochę nie podobała jej się myśl, że dzisiejszej nocy musiała iść na ten cholerny szlaban. Sam w sobie szlaban nie jest zły, kwestia przyzwyczajenia. Trzęsła się tylko ze złości, mając świadomość, kto będzie jej towarzyszył.
Warner.
Zacisnęła dłonie w pięści. Całe popołudnie spędziła na szorowaniu się i używaniu różnych zaklęć, które pomogłoby jej pozbyć się tego paskudztwa ze swojego ciała. Jej włosy odzyskiwały powoli swój naturalny miedziany kolor, ale nadal, w niektórych miejscach widniały zielone i czerwone pasemka. Nie wspominając już o niebieskawym kolorze skóry. Zblakł, jednak teraz bardziej przypominał szary niż niebieski. Wyglądała okropnie. Naprawdę okropnie.
Jęknęła cicho zdruzgotana, patrząc, jak w jej stronę podąża pewna, znienawidzona czarownica. Oparła się o pień drzewa na skraju lasu, odwracając wzrok od Flicha i Ślizgonki.
- No to, dziewczęta, do roboty! - zarechotał wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. - Z pewnością nie będzie tam nic straszniejszego od was.
Sharley nie mogła się doczekać, kiedy ten cholery staruch odejdzie i dla im święty spokój. Spojrzała niechętnie na swoją towarzyszkę i prychnęła:
- Cześć, owłosiona świnio.
[Ty miałaś zacząć... Zła jesteś... Ale masz, pisane na artystycznych, o czym oczywiście wiesz. XD]